wtorek, 30 września 2014

STUDENCI DO NAUKI, BLOGERZY DO BLOGOWANIA, KLIENCI BANKÓW DO SZANTAŻOWANIA!

Tak, macie rację: DUPA ze mnie, a nie bloger. Bo co to za bloger, co robi sobie dwumiesięczne wakacje? Zanim się jednak ostatecznie i nieodwołalnie na mnie obrazicie, weźcie pod uwagę, że jestem tylko człowiekiem, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Czasem choruję, czasem mi się nie chce, czasem szef wysyła na zaległy urlop, bo podobno do końca września trzeba wszystko wykorzystać etc. Pisanie bloga to tylko dodatkowa aktywność, wymagająca jednak sporej ilości czasu - MOJEGO WOLNEGO CZASU :) Tyle moich usprawiedliwień wobec tych z Was, którzy ostatnio wchodzili na bloga i odchodzili z kwitkiem.

Od ostatniego wpisu upłynęło sporo czasu, a to lato wcale nie było sezonem ogórkowym. Działo się wszędzie, oj działo. Tuż za wschodnią granicą Polski odbyła się mała wojenka, której oficjalne przyczyny i przebieg są znane, ale tak naprawdę to nie bardzo wiadomo dlaczego jedni zaczęli mordować drugich. A jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi oczywiście o pieniądze. Jak wielkie to pieniądze, do kogo i za co mają trafić, pewnie nigdy się nie dowiemy. Na szczęście tłuste koty dogadały się między sobą co do podziału wpływów i konflikt zamrożono (pewnie na wieki wieków). Szkoda tylko cywilnych ofiar. Polska blogosfera natychmiast podzieliła się na "anty-banderowców" i "anty-bolszewików", rozgrzewając się momentami do białości w jałowych dyskusjach o niczym. Jak mówią gówniarze: żal.

No a w Polszy doszło do zmiany premiera na premierę... yyy... premierzycę ...eee... premierówę, f*** ten gender mnie wykończy ;) Jak zwał, tak zwał, ważne jest to, że wpadliśmy z deszczu pod rynnę i zamiast kiepskiego premiera, mamy jeszcze gorszego. Przy okazji tworzenia nowego rządu najciekawszym wątkiem była odprawa niejakiej pani Wasiak (drobne pół bańki), która przez ostatnie lata zarządzała PKP, odnosząc na tym polu powszechnie zauważalne sukcesy (sarkazm). Odprawa wzbudziła powszechne oburzenie, podobnie jak potencjalne zarobki tuskowego piarowca w ORLENIE (drobne 2 bańki rocznie). Mnie najbardziej zdziwiło właśnie to oburzenie. Przecież ludzie decydujący (pośrednio lub bezpośrednio) o takich a nie innych apanażach dla swoich znajomków, zostali wybrani przez tych, którzy teraz się oburzają! Od lat to samo dzieje się w innych spółkach państwowych czy komunalnych, różnorakich agencjach itd. itp. Jak więc można się o to obrażać, oburzać czy choćby się temu dziwić? Nie widzę tu logiki ;)

Ja w sumie też się obraziłem. Nie na polskie bagno biznesowo-polityczne, ale na bank, który od dawna wykorzystywałem w celach przelewowo-bankomatowo-kartowych. Tym bankiem jest BZ WBK (już niedługo: Santander). Miałem tam rachunek od paru ładnych lat, po drodze doszła karta kredytowa. Rachunek był długo darmowy bezwarunkowo, później był darmowy jeśli przelewałem tam określoną kwotę miesięcznie. 
Bank Zachodni, czyli dziadostwo przez duże "DZI" ;)
To, co mnie irytowało w tym banku to drobne, upierdliwe opłaty, które bank stopniowo mi wprowadzał, stosując taktykę powszechnie znaną jako "gotowanie żaby" - jak wiadomo żaba wrzucona do wrzątku (nie róbcie tego w domu! ;)) natychmiast z niego wyskoczy, ale jeśli wrzuci się ją do zimnej wody i stopniowo będzie podgrzewało, to ropucha ugotuje się i nawet tego nie zauważy. Po kolei były wprowadzane płatne przelewy, płatne smsy, płatne prowadzenie rachunku, płatna karta bankomatowa.

Tylko karta kredytowa była od początku płatna - 55 zł rocznie, której to opłaty nigdy nie uiściłem, bo co roku meldowałem się w oddziale jakieś dwa miesiące przed dniem jej naliczenia i oświadczałem, że rezygnuję z karty kredytowej. Na takie moje dictum miła pani w oddziale gdzieś dzwoniła, podawała mi słuchawkę, a głos ze słuchawki informował, że jeśli tylko łaskawie zechcę nie rezygnować z karty, to bank mi tej opłaty rocznej nie naliczy. I tak to się kręciło.

Jednak wymienione przeze mnie wyżej drobne opłaty (w skali całej rodziny było to około 180 zł rocznie - 3 osoby miały tam konto) połączone z niemożliwością bezpłatnego wypłacania gotówki ze wszystkich bankomatów w Polsce oraz z beznadziejnymi produktami oszczędnościowymi, zmusiły mnie w końcu do ruszenia czterech liter i poszukania jakiejś ciekawszej alternatywy. Sytuacji nie ratowało bowiem dla mnie posiadanie konta w dbNet (mam je od pamiętnego 8,1% na rachunku oszczędnościowym), bo tam też jest problem z bankomatami i oszczędzaniem.

Nie musiałem szukać długo, bo akurat z ostrą kampanią ruszył niewielki, ale ostro się rozpychający Meritum Bank. Mam teraz wszystko (rachunek, przelewy, kartę, wszystkie bankomaty w Polsce itd.) za darmo i bardzo ciekawe (jak na razie) produkty oszczędnościowe. Dodatkowo dostanę parę złotych za "polecenie" tego konta wśród rodziny ;) Zdaję sobie sprawę, że niedługo bank ten może rozpocząć wprowadzanie opłat za różne rzeczy i spróbować mnie "ugotować", ale na razie jest ok, a finansowa różnica pomiędzy BZ WBK a Meritum to w moim przypadku kilkaset złotych rocznie, więc z czystym sumieniem polecam ten bank. Jeśli zaczną wprowadzać jakieś opłaty, to od razu poinformuję o tym na blogu. Wydaje mi się, że również konto w Millenium Banku jest godne polecenia, choć nie wnikałem w szczegóły. 

Nie piszę jednak o tym wszystkim, żeby Was zanudzić na śmierć. Chcę Was zachęcić do tego, żebyście poszantażowali Wasze banki i spróbowali wymusić obniżki opłat czy inne bonusy. Kiedy ja składałem rezygnację z karty kredytowej BZ WBK, pani w słuchawce usilnie mnie nakłaniała do pozostawienia sobie tej karty i zaproponowała, że za każdy dzień, gdy jej użyję będę dostawał 1 złoty bez względu na wielkość transakcji (czyli max 365 zł rocznie). Gdy obstawałem przy rezygnacji (byłem bowiem zdecydowany rozstać się z BZ) pani dorzuciła jeszcze darmowe przelewy. Biorąc pod uwagę dotychczasowe podejście BZ WBK do klientów, byłem szczerze zdumiony ich hojnością ;), ale uprzejmie podziękowałem. Spróbujcie więc przy okazji wizyty w swoim banku trochę ich przeciągnąć - nic nie ryzykujecie, a możecie zaoszczędzić parę ładnych złotych i to bez konieczności przenoszenia konta do innego banku. 

W najbliższym czasie wracamy do głównej problematyki bloga, bo jest o czym pisać, a i pewnie czas się znajdzie (jak szef nie będzie patrzył;)). Możliwe też, że pojawią się wpisy na inne tematy, żebyście nie pomarli z nudów ;).

P.S. Trochę mnie sumienie ruszyło i chciałbym Was prosić, żebyście również poza domem nie gotowali żab ;)    


3 komentarze:

  1. No! I żeby nam to było ostatni raz ;)
    Ja rozumiem można zachlać i być sponiewieranym przez kilka dni, tydzień...
    ...ale kwartau ? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty widocznie na dobrej imprezie to jeszcze nie byłeś ;)

      Usuń
  2. Są tacy co cały pierwszy semestr zabawili:) więc kwartał jest OK.

    OdpowiedzUsuń